Podcasty historyczne

Joanna Miller

Joanna Miller

Joan Miller urodziła się w 1918 roku. Po ukończeniu szkoły z internatem w wieku 16 lat znalazła pracę w herbaciarni w Andover. Po tym nastąpiło stanowisko dziewczyny biurowej w Elizabeth Arden. Później awansowała do działu reklamy.

Tuż przed wybuchem II wojny światowej Miller dołączył do MI5. Początkowo pracowała pod kierunkiem Lorda Cottenhama, który kierował sekcją transportową MI5. Jednak nie minęło wiele czasu, zanim została zwerbowana przez Maxwella Knighta, szefa B5b, jednostki zajmującej się monitorowaniem działalności dywersji politycznej. Knight wyjaśnił, że chce, aby szpiegowała w Prawym Klubie. To tajne stowarzyszenie było próbą zjednoczenia wszystkich prawicowych grup w Wielkiej Brytanii. Albo słowami przywódcy „koordynowanie pracy wszystkich stowarzyszeń patriotycznych”.

W swojej autobiografii Bezimienna wojna (1955), Archibald Ramsay, założyciel Klubu Prawicy, argumentował: „Głównym celem Klubu Prawicy było przeciwstawienie się i ujawnienie działalności zorganizowanego żydostwa w świetle dowodów, które weszły w moje posiadanie w 1938 roku. pierwszym celem było oczyszczenie Partii Konserwatywnej z żydowskich wpływów, a charakter naszego członkostwa i spotkań był ściśle zgodny z tym celem”.

W 1940 Miller stał się jedną z najważniejszych postaci w Klubie Prawicy. Maxwell Knight poprosił Millera, aby uważnie obserwował Annę Wolkoff podejrzaną o bycie niemieckim szpiegiem. Wolkoff prowadził rosyjską herbaciarnię w South Kensington, która ostatecznie stała się głównym miejscem spotkań członków Klubu Prawego.

W lutym 1940 roku Anna Wolkoff spotkała Tylera Kenta, szyfranta z ambasady amerykańskiej. Wkrótce stał się regularnym gościem w Rosyjskiej Herbaciarni, gdzie poznał innych członków Klubu Prawicy, w tym jego lidera Archibalda Ramsaya. Wolkoff, Kent i Ramsay rozmawiali o polityce i zgodzili się, że wszyscy podzielają te same poglądy na politykę.

Kent obawiał się, że rząd amerykański chce, aby Stany Zjednoczone przyłączyły się do wojny z Niemcami. Powiedział, że ma na to dowody, ponieważ robił kopie korespondencji między prezydentem Franklinem D. Rooseveltem a Winstonem Churchillem. Kent zaprosił Wolkoffa i Ramsaya do swojego mieszkania, aby przejrzeli te dokumenty. Obejmowało to tajne zapewnienia, że ​​Stany Zjednoczone poprą Francję, jeśli zostanie zaatakowana przez armię niemiecką. Kent twierdził później, że pokazał te dokumenty Ramsayowi w nadziei, że przekaże te informacje amerykańskim politykom wrogim Rooseveltowi.

13 kwietnia 1940 r. Anna Wolkoff udała się do mieszkania Kenta i sporządziła kopie niektórych z tych dokumentów. Joan Miller i Marjorie Amor mieli później zeznawać, że dokumenty te zostały następnie przekazane Duco del Monte, asystentowi attaché morskiego w ambasadzie włoskiej. Wkrótce potem MI8, bezprzewodowa usługa przechwytywania, odebrała wiadomości między Rzymem a Berlinem, które wskazywały, że admirał Wilhelm Canaris, szef niemieckiego wywiadu wojskowego (Abwehr), ma teraz kopie korespondencji Roosevelta i Churchilla

Wkrótce potem Wolkoff zapytał Miller, czy wykorzysta swoje kontakty w ambasadzie włoskiej do przekazania zaszyfrowanego listu Williamowi Joyce'owi (Lord Haw-Haw) w Niemczech. List zawierał informacje, które mógł wykorzystać w swoich audycjach w Radiu Hamburg. Przed przekazaniem listu swoim kontaktom Miller pokazała go Maxwellowi Knightowi.

18 maja Knight powiedział Guy'owi Liddellowi o kręgu szpiegowskim Right Club. Liddell natychmiast spotkał się z Josephem Kennedym, ambasadorem amerykańskim w Londynie. Kennedy zgodził się na uchylenie immunitetu dyplomatycznego Kenta i 20 maja 1940 r. Oddział Specjalny dokonał nalotu na jego mieszkanie. Wewnątrz znaleźli kopie 1929 tajnych dokumentów, w tym tajną korespondencję między Franklinem D. Kentem, który był również w posiadaniu tego, co stało się znane jako Czerwona Księga Ramsaya. Ta książka zawierała szczegółowe informacje o zwolennikach Right Club i został przekazany Kentowi na przechowanie.

Anna Wolkoff i Tyler Kent zostali aresztowani i oskarżeni na podstawie ustawy o tajemnicach urzędowych. Proces odbył się w tajemnicy i 7 listopada 1940 r. Wolkoff został skazany na 10 lat. Kent, ponieważ był obywatelem amerykańskim, był traktowany mniej surowo i otrzymał tylko siedem lat. Mówi się, że po skazaniu Wolkoff przysięgła, że ​​zemści się, zabijając Millera.

Miller pracował również w specjalnym wydziale Urzędu Pocztowego, który został powołany do czytania listów wysyłanych przez rzekomych wywrotowców. Miller i inny agent, Guy Poston, otrzymali zadanie włamania się do domu Rajaniego Palme Dutta, czołowego członka partii komunistycznej w Wielkiej Brytanii. Maxwell Knight był zainteresowany zamkniętym pudełkiem, które trzymał pod łóżkiem. Jednak kiedy otworzyli pudełko, odkryli, że zawiera tylko dokumenty dotyczące jego ślubu.

Po skazaniu Anny Wolkoff i Tylera Kenta Miller zamieszkał z Maxwellem Knightem. Jednak wkrótce zdała sobie sprawę, że była wykorzystywana jako przykrywka dla homoseksualizmu Knighta. Opuściła Knight i poślubiła Toma Kinlocka Jonesa w czerwcu 1943 roku.

Miller został teraz przeniesiony do Departamentu Wywiadu Politycznego (PID). Wiązało się to z odczytywaniem i dystrybucją ściśle tajnych kabli. W tym poście zidentyfikowała szpiega, który przekazywał zawartość niektórych z tych depesz Związkowi Radzieckiemu. Została później przeniesiona do jednostki, która kontrolowała zawartość gazet rozprowadzanych w Niemczech.

Joan Miller zmarła w czerwcu 1984 roku. Pomimo wysiłków córki MI5 Miller udało się zdobyć autobiografię matki, Wojna jednej dziewczyny: osobiste wyczyny na najbardziej tajnej stacji MI5, opublikowany w Irlandii w 1986 roku.

Pewnego ranka Bill Younger... wszedł do mojej celi z wiadomością od Maxwella Knighta, szefa B5(b). Zostałem zaproszony na lunch do stołówki dla personelu z tym wybitnym oficerem MI5, który, jak się wydawało, miał na mnie oko od jakiegoś czasu. Oczywiście byłem zaintrygowany i pochlebiony. Znałem Maxwella Knighta z widzenia i reputacji; Miałem świadomość, że prowadził B5(b) z nie więcej niż trzema lub czterema oficerami prowadzącymi i sekretarką, że był znany jako „M” lub „Max”, że kultywował pewne angażujące dziwactwa, takie jak palenie długich, ręcznie robionych papierosów z małego sklepu tytoniowego na Sloane Street. Raczej wysoki i chudy, z noskiem Wellingtona, który nazywał „moją kończyną”, zawsze ubrany w stylowo sfatygowany tweed, robił rzucającą się w oczy sylwetkę w tym miejscu. Od razu zdałem sobie sprawę z mojego szczęścia, a jednocześnie postanowiłem nie pozwolić mu uderzyć mi do głowy. Z wdzięcznością przyjąłem jednak zaproszenie na lunch.

O dwunastej trzydzieści wszedłem do stołówki i zobaczyłem Maxwella Knighta przy stoliku dla dwojga w rogu pokoju. Wstał, gdy się zbliżyłem; jeszcze zanim się odezwał, byłem świadomy uroku tego uśmiechniętego mężczyzny - uroku rzadkiego i budzącego grozę. Jego głos, który okazał się hipnotyzujący, potwierdził to wrażenie. Pod koniec pierwszej sesji w porze lunchu byłem zachwycony. M. musiał wtedy być mniej więcej dwa razy ode mnie starszy; przypuszczam, że prawdopodobnie podświadomie szukałem "postaci ojca" - mojego własnego, sympatycznego, raczej słabego człowieka, który lubił grać, nie był specjalnie dobry jako rodzic - ale czułem o wiele więcej do M, nawet na tym wczesnym etapie.

Klub Prawicy, który wykazywał pewne podobieństwa do organizacji admirała sir Barry'ego Domvile'a, Link został założony w 1938 roku przez kapitana Archibalda Maule Ramsay, członka Unionistów Peebles od 1931 roku. w ideale społeczności anglo-niemieckiej, a także pielęgnowanie silnych uczuć antysemickich. Kapitan Ramsay był przyjacielem Sir Oswalda Mosleya. Ramsayowie mieli dom na Onslow Square, ale klub zwykle odbywał swoje spotkania w mieszkaniu nad małą restauracją w South Kensington. Ta restauracja była rosyjskimi herbaciarniami.

Na początku 1940 r. M (Maxwell Knight) zdecydował, że jestem gotowy do wykonania zadania, które mi wyznaczył. Poznałem już FRS Aims (Marjorie Hackie) jedną z innych agentek zaangażowanych w interes (człowiek w średnim wieku Casey, która zawsze będzie mi przypominać pannę Maple) i ustalono, że zabierze mnie ze sobą na herbatę… sklep pewnego wieczoru, przedstawiając mnie jako przyjaciela innego syna, który służył z RJR. Restauracja znajdowała się na rogu Herringbone Gardens, dokładnie naprzeciwko stacji metra South Kensington. Był własnością i był zarządzany przez emigranta białoruski admirał oraz jego żonę i córkę. Ci ludzie, którzy nazywali się Wolkoff, zostali wywłaszczeni w wyniku rewolucji bolszewickiej – admirał Wolkoff był wówczas attaché morskim cara w Londynie – i, co zrozumiałe, przyjęli żarliwą antykomunistyczną linię, w szczególności córka Anna, przyszedł czcić politykę nazistowskich Niemiec. Od początku należała do czołowych działaczy Klubu Prawicy.

Joan Miller była atrakcyjną młodą sekretarką, która wstąpiła do MI5 z Elizabeth Arden. Po krótkim pobycie w Transport w Wormwood Scrubs przeniosła się na Dolphin Square. Pierwszym zadaniem, jakie wyznaczył jej Knight, było zaprzyjaźnienie się z Krishną Menonem, indyjskim nacjonalistą, ale to nie było sukcesem. Jej druga operacja, polegająca na infiltracji Klubu Prawicy, odniosła taki sukces, że stała się jedną z niewielu operacji Knight, które zyskały rozgłos w czasie wojny, chociaż poza MI5 Joan Miller zawsze musiała być określana jako „Miss X”.

W połowie maja 1940 r. infiltracja Klubu Prawicy przez Joan Miller przyniosła nieoczekiwaną dywidendę. Jej pierwotnym zadaniem było monitorowanie działań Ramsaya wraz z inną agentką MI5, panią Amos, i stworzenie kompletnej listy członków, aby MI5 mogła zebrać całą grupę, zamiast atakować ją po kawałku. Została całkowicie zaakceptowana i zaufana przez pannę Wolkoff, która w pewnym momencie zasugerowała, że ​​wszelkie informacje, które Joan Miller mogłaby usunąć z jej „nudnej pracy w Urzędzie Wojennym”, zostaną dobrze przyjęte. Wynikało z tego, że panna Wolkoff była kimś więcej niż agitatorką polityczną.

Do tego czasu (1940) sprawy układały się źle dla Anglii. Francja upadła; Mussolini wciągnął Włochy do wojny; Luftwaffe ustanowiła swoją przewagę w powietrzu. W konsekwencji Klub Prawicy stawał się coraz bardziej nieostrożny w wyrażaniu swoich poglądów. Ponieważ w każdej chwili spodziewana była niemiecka inwazja, ci, którzy przez cały czas popierali roszczenia Niemiec, wierzyli, że mają silną pozycję. Społeczeństwo zajęło się tworzeniem listy wybitnych przeciwników sprawy Osi: jeśli twoje nazwisko znajdzie się na tej liście, możesz spodziewać się, że zostaniesz powieszony na latarni, gdy kraj znajdzie się w rękach niemieckich. Pamiętam, że konsultowano się ze mną w kwestii tego, kto powinien zostać uznany za odpowiedniego kandydata do linczu. Nie wydaje mi się, żebym poczynił jakąś zbyt rozsądną sugestię, ale ciągle naciskali na mnie, żebym wymienił najbardziej krzykliwych antynazistów, z którymi się spotkałem. Byli nieugięci, że trzeba dać przykład z tych ludzi, aby dać reszcie kraju przedsmak silnych środków, jakich może się spodziewać.

Po wielu zmianach w Departamencie Wywiadu Politycznego (PID) w końcu znalazłem tam świetną pracę - pomagałem decydować o treści gazety, którą planowaliśmy rozprowadzać w Niemczech po zwycięstwie. Miała trafić do zwykłego czytelnika i nie była pomyślana jako narzędzie propagandy, choć do pewnego stopnia się do tego doszła. Częścią mojej pracy było przychodzenie do biura każdego ranka bardzo wcześnie i czytanie codziennych gazet, umieszczanie dużego czerwonego krzyża przy każdej wiadomości, którą uważałem za interesującą samą w sobie i mogącą wywołać właściwe wrażenie w umysł niemieckiego czytelnika.

Codziennie o dziesiątej rano przyłączałem się do redaktorów lub zastępców redaktorów wszystkich angielskich gazet codziennych, którzy zbierali się wokół stołu konferencyjnego w jednym z dużych biur, aby dyskutować o tym, przez co należy przepuszczać, a co cenzurować. Każdy wydawca przeczytał swój artykuł i prawdopodobnie jeden lub dwa inne, ale byłem jedyną obecną osobą, która studiowała tę część. Wszyscy byli dla mnie niezwykle uprzejmi i uważnie słuchali, kiedy wyjaśniałem powody, dla których wybrałem niektóre raporty i czułem się niepewnie w stosunku do innych. Oczywiście każdy z nich miał własne pomysły, o których swobodnie dyskutowano przy stole. Nigdy nie czułem się świadom, że jestem jedyną obecną kobietą, a moje opinie były traktowane poważnie; ale zdawałem sobie sprawę z własnych ograniczeń wśród tych wszystkich ważnych przedstawicieli prasy i uważałem, żeby nie nadstawić karku. Właściwie wiele się nauczyłem z tego całego czytania gazet; szczególnie pouczające było obserwowanie różnych stylów i różnych metod zgłaszania tego samego incydentu. (Niektóre raporty, co było oczywiste, były o wiele dokładniejsze niż inne.) Manchester Guardian, na przykład, był bezpośredni i przyziemny, niezbyt skłonny do frywolności lub plotek.

Wojna jednej dziewczyny nie stanowi zagrożenia dla bezpieczeństwa narodowego; jeśli inne książki to robią i jeśli rząd chce podjąć działania przeciwko nim, to jest to ich sprawa, nie nasza. Zawartość Wojna jednej dziewczyny dotyczy wyłącznie wydarzeń, które miały miejsce ponad czterdzieści lat temu i uważamy, że należy je rozpatrywać za to, czym jest, a nie za to, czym mogą być inne książki.

Rządowa próba stłumienia Wojna jednej dziewczyny jest częścią większego projektu mającego na celu zatajenie brytyjskiej opinii publicznej wszelkich informacji o działaniach służb wywiadowczych, a tym samym uniemożliwienie jakiejkolwiek publicznej debaty na ten temat. W latach 60. i 70. większość krajów świata zachodniego stopniowo liberalizowała publiczny dostęp do informacji; w latach 80. rządy Margaret Thatcher próbowały odwrócić ten trend. Istnieją ku temu ogólne powody ideologiczne i są powody szczególne.

W latach 1974-1976 koalicja prawicowych polityków konserwatywnych oraz elementów sił zbrojnych i służb wywiadowczych pracowała potajemnie, by obalić wybrany rząd laburzystów kierowany przez Harolda Wilsona. Nie sugeruje się, że ta koalicja była odpowiedzialna za upadek rządu Wilsona i objęcie stanowiska premiera Margaret Thatcher. Ale cały pomysł takiej tajnej działalności angażującej państwowe służby bezpieczeństwa w wysiłki mające na celu osłabienie wybranego rządu jest tak ostro sprzeczny z ogólnym postrzeganiem brytyjskiej tradycji demokratycznej, że trudno się dziwić, że rząd Thatcher jest zdeterminowany, by nigdy nie opowiedzieć pełnej historii. .


Joanna Miller

b. 1929, Arp, Teksas, USA, zm. 7 listopada 2004, Granbury, Teksas, USA. Absolwentka Texas Woman's University w 1949 roku, na początku lat 50. Miller wyjechała do Nowego Jorku, aby kontynuować studia w Columbia College.…
Przeczytaj pełną biografię

Biografia artysty autorstwa AllMusic

b. 1929, Arp, Teksas, USA, zm. 7 listopada 2004, Granbury, Teksas, USA. Ukończyła Texas Woman's University w 1949 roku, na początku lat 50. Miller wyjechała do Nowego Jorku, aby kontynuować studia w Columbia College. Jednak w tym czasie zaczęła śpiewać w klubach, a w ciągu kilku lat, zarządzana przez czołowego agenta Joe Glasera, miała pełny harmonogram występów, który obejmował występy w letnich spółkach giełdowych, nagrywanie podkładów głosowych do reklam, a także śpiewanie na długich wycieczkach po hotelach. W następnej dekadzie pracowała w rewiach, występowała na Broadwayu, m.in. w Karnawale z 1968 roku oraz w produkcjach Pal Joey i Oh, Captain! Na początku lat 70. koncertowała w Never Too Late, a w 1974 zagrała z Gisele MacKenzie w produkcji Gypsy wystawionej w Fort Worth w Teksasie. To wtedy zdecydowała się osiedlić w swoim rodzinnym stanie, osiedlając się w Granbury. Przez kilka lat występowała corocznie w Granbury Opera House w Teksasie, której była założycielką. Jej związek z Operą był znaczący i lokalnie uważano ją za przewodnią lampę przez ponad 20 lat od 1974 roku, będąc aktywną za kulisami w promocji i zbieraniu funduszy, a także w castingu, produkcji i reżyserii. Podczas swojego pobytu tam Miller była odpowiedzialna za wystawienie do kilkunastu różnych produkcji każdego roku, w tym koncertu lub rewii, w której zagrała. W 1990 roku zachwyciła publiczność spektaklem Jo Ann Miller: Refleksje o utraconej młodości. Po udarze na początku 2001 roku przeniosła się do domu opieki.


Blog Luxegen Genealogy and Family History przedstawia historie rodzinne Joan Miller. Zobacz wszystkie posty © Joan Miller - Luxegen Genealogy.

Witamy na blogu genealogicznym Joan Miller Luxegen Genealogia Zainteresowania: Genealogia genetyczna. Prowadzi badania nad KERR w Kanadzie, Irlandii i Szkocji. IRVINE w Kanadzie i Irlandii MILLER w New Brunswick, HENDERSON w Kanadzie i Irlandii WILSON w Szkocji AUMACK w USA, Kanadzie i Europie MOSS, HARTSELL i PUTERBAUGH w USA. i więcej!

Połączenia genealogiczne? Prosimy o przesłanie notatki za pomocą formularza kontaktowego lub skomentowania posta.

Możesz również połączyć się ze mną na Twitterze @luxegen. Koniecznie zasubskrybuj nasz kanał RSS. Miłej wizyty!


Przygotowania

Większość z 80 000 dolarów potrzebnych na sfinansowanie podróży pochodziła ze sprzedaży 15 000 T-shirtów z przykuwającym uwagę hasłem: MIEJSCE KOBIETY NA SZCZYCIE. Dla niektórych zwolenników koszulki odzwierciedlały wschodzący duch czasu, w którym wydawało się, że silne kobiety mogą wznieść się na najwyższe stanowiska zarówno w górach, jak iw społeczeństwie, dla innych implikowany humor seksualny okazał się nie do odparcia.

BLUM: Kiedy jeździłem na wyprawy z chłopakami, często mieli biura i sekretarki. Zbieraliśmy fundusze sami, z każdym, kto się pojawił
i zgłosił się na ochotnika. Mieliśmy ten dom na Indian Rock Road w Berkeley z przyczepą Christy&rsquos zaparkowaną na podwórku. To była koszulka centralna.

TEWS: Pracowałem w niepełnym wymiarze godzin w San Francisco, zajmując się hydrauliką starych domów. Przez resztę czasu sprzedawałem T-shirty. Pojechałem przez cały kraj na te targi. Mieliśmy koszulki z napisem „MIEJSCE KOBIETY NA GÓRĘ”, a potem koszulki z napisem ANNAPURNA, ponieważ niektórzy członkowie ekspedycji byli zakłopotani podwójnym entendre. Ludzie mieli swoje osobiste powody, by chcieć jednego z tych T-shirtów. Ci wielcy mężczyźni podchodzili, patrzyli na mnie z góry na dół i mówili: „Tak, kochanie, chcę jednego z nich”.

BIAŁY DOM: W tamtym czasie nie lubiłem nosić T-shirta. Na tych imprezach zbierających fundusze trafiają się dziwni faceci, którzy próbują umieścić seksualne insynuacje w tym logo. I nie czułem się komfortowo, próbując ich odeprzeć.

TAYLOR: Kiedy myślę o haśle, przychodzi mi na myśl ten wyrywający się, utajony głos, który nagle krzyczy ze szczytów gór: „BdquoKobieta&rsquo miejsce jest na szczycie, a my zamierzamy dostać się na szczyt tej góry!&rdquo

(od lewej) Mingma Tshering Sherpa, Chewang Rinjing Sherpa i Irene Miller (Zdjęcie: Arlene Blum)

Do sierpnia 1978 roku na Annapurnie stanęło tylko ośmiu wspinaczy. Dziewięciu wspinaczy zginęło podczas wspinaczki. A na szczyt były jeszcze tylko trzy ustalone trasy. Ostatecznie Blum osiedlił się na mało znanym Holenderskim Żebrze na północnej ścianie, którego pionierem zaledwie rok wcześniej, w październiku 1977 roku, było 11 holenderskich wspinaczy i 9 sztabów Sherpów. Lider holenderskiego zespołu Xander Verrijn-Stuart opisał później trasę w Amerykański dziennik alpejski jako &bdquosafe&rdquo alternatywa dla innych, bardziej niebezpiecznych dróg po tej stronie góry. Blum i jej zespół wkrótce przekonają się, że jest inaczej.

BLUM: Annapurna była pierwszym ośmiotysięcznikiem zdobytym na szczyt. To był jeden z niższych. Nie miałem pojęcia, jak niebezpieczne było to miejsce: miało wystarczająco dużo historii. Nasz rekonesans odbył się w grudniu 1977 roku, kiedy wszystko było zamarznięte. Gdybym zdał sobie sprawę, jak złe były lawiny w innych porach roku, lubię myśleć, że tam pojechalibyśmy.

LHAKPA NORBU SHERPA (21-letni członek personelu podczas pierwszego przejścia Żebrem Holenderskim w 1977 r., który później dołączył do ekspedycji Blum&rsquos): Te lawiny były oczywiście bardzo przerażające, a to ryzyko zmusiło nas do wspinania się po grani, która również była niebezpieczna, ponieważ robi się wietrznie.

MICHAEL KENNEDY (były redaktor naczelny Alpinista, który spróbował holenderskiego żebra w 2000 roku z Neilem Beidlemanem, Veikką Gustafssonem i Edem Viestursem): Skala północnej ściany Annapurny to coś, nad czym naprawdę trudno jest ogarnąć głowę, dopóki naprawdę tam nie będziesz. Musisz być dość pewnym siebie wspinaczem lodowym na Żebra Holenderskie. Ale tak naprawdę zniechęcające jest to, jak duża jest twarz. To taki teren, w którym jeśli upadniesz i znalazłeś się na twardym śniegu, pojedziesz na długą przejażdżkę.

Wspinając się po pofałdowanym grzbiecie Żebra Holenderskiego, zespół zmierzył się z miękkim, niestabilnym śniegiem i ogromnymi gzymsami. (Zdjęcie: Arlene Blum)

W połowie lat siedemdziesiątych wspinaczka w stylu alpejskim i małe grupy poruszające się szybko i lekko, bez dodatkowego tlenu, personelu pomocniczego na dużych wysokościach lub lin umocowanych na stałe zaczynały rozprzestrzeniać się na 8000-metrowych szczytach. Blum zdecydował się na bardziej tradycyjne podejście do oblężenia, które wymagało od zespołu przetransportowania ogromnych ilości żywności, paliwa i wyposażenia do serii obozów.

Decyzja oznaczała, że ​​zespół stanął w obliczu wczesnych konfliktów dotyczących praktycznego zastosowania ich ideałów: Co to znaczy, że oparli swoją ekspedycję na taktyce, którą mężczyźni zaimportowali z wojska w latach dwudziestych? Dla wspinaczy wszystkich płci ruch kontrkulturowy lat siedemdziesiątych wywołał opór wobec starszych tradycji przysięgania i nieśmiałości wobec jednego autorytarnego przywódcy. Mając świadomość, że spójność zespołu będzie niezbędna, Blum zaaranżował spotkanie z psychologiem Karin Carrington. Podczas jednej sesji wspinaczka Joan Firey powiedziała, że ​​całkowicie ufała, że ​​Blum&rsquo jest w stanie przewodzić. Inni mówili, że mają nadzieję, że będzie „zdecydowaną” przywódczynią, ale także taką, która będzie działać zgodnie z inkluzywnym, opartym na konsensusie modelu.

BLUM: W wspinaczach jest dużo indywidualizmu. Myślałem, że kobiety będą miały mniej, ale każdy, kto chce wspiąć się na górę taką jak Annapurna, ma dużo osobistego zapału.

TEWS: Krążyły historie o ludziach na wyprawach, którzy już nigdy w życiu nie rozmawiali ze sobą. I to była jedna rzecz, której naprawdę chcieliśmy uniknąć.

BLUM: Utrzymanie naszych przyjaźni było równie ważne jak wspinaczka na górę.

KARIN CARRINGTON (psycholog zespołowy): Było wiele zmagań. Jaki jest alternatywny sposób przywództwa, który wykorzystuje mocne strony kobiet, aby być bardziej współpracującym, a jednocześnie zapewnia bezpieczeństwo decydującego głosu w tej sprawie, Arlene&rsquos&mdash, aby wykonywać telefony w ekstremalnych okolicznościach? Jak Annapurna może stać się miejscem dla kobiet, a nie tylko repliką ekspedycji, które w przeszłości były wyłącznie męskie?

TAYLOR: Niektórzy z nas chcieli być całkowicie niezależni od mężczyzn i od męskiego stylu przywództwa. Ale było dużo dokumentacji, na której mogliśmy się oprzeć. Format wyprawy został zaprojektowany przez mężczyzn.

RUSMORE: Gdyby stan wspinaczki był taki, że styl alpejski był normą w 1978 roku, to byłaby inna wspinaczka. Ale Arlene chciała mieć pewność, że odniesiemy sukces. Już wtedy łamaliśmy normy alpinizmu. Może nie branie wszystkiego na siebie było dobrym pomysłem.

TAYLOR: Dla niektórych z nas konieczny był wysiłek, aby wydobyć rzeczy na powierzchnię i przetworzyć je na bieżąco. Inni go nienawidzili. Arlene desperacko próbowała otworzyć drzwi do demokratycznego, integracyjnego procesu.

Utrzymanie naszych przyjaźni było równie ważne jak wspinaczka na górę.

Jak wielu liderów ośmiotysięczników, Blum również zdecydował się zatrudnić sztab Szerpów, wierząc, że ich pomoc zwiększy margines bezpieczeństwa. Wiedziała jednak, że w ten sposób może spotkać się z krytyką, że jej zespół polega na pomocy mężczyzn. W tamtych czasach było bardzo niewiele kobiet Szerpów, które miały doświadczenie w wspinaczce wysokogórskiej. Blum miała nadzieję, że zatrudni kobiety tragarzy o niskich i nieśmiałych wysokościach i nauczy je wspinać, ale z rozczarowaniem dowiedziała się, że sirdar wybrał na pomoce kuchenne dwie kobiety — Pasang Yangin Sherpa i Ang Dai Sherpa.

Wśród Szerpów, którzy ostatecznie pracowali dla ekspedycji Blum&rsquos Annapurna, niektórzy z zadowoleniem przyjęli obecność Szerpów. Inni czuli się nieswojo, obawiając się, że kobiety mogą zastąpić męski personel na górze. W końcu Blum zrezygnował z nauczania Szerpów umiejętności wspinaczki na dużych wysokościach i odesłał je wcześniej do domu. Pasang Yangin i Ang Dai wyszli rozgniewani z powodu utraty pracy.

BLUM: Podobał mi się pomysł posiadania nepalskich kobiet jako członków zespołu, a naszych Szerpów byłyby kobietami. Jednak związek Szerpów wcale tego nie chciał. Zatrudniono kobiety, ale tak naprawdę zatrudniono je do robienia rzeczy, takich jak pranie i zmywanie naczyń, a nie do wspinania się. Teraz oczywiście są wyprawy nepalskich kobiet. Ale pomysł prawdopodobnie wyprzedził swój czas w Nepalu w połowie lat siedemdziesiątych.

BIAŁY DOM: Kobiety Szerpy znalazły się w trudnej sytuacji, ponieważ zostały wybrane, aby się wyróżniać, ale nie miały jeszcze tła, umiejętności wspinaczki. Arlene chciała, żeby byli inni i występowali inaczej niż byli w stanie. Myślę, że generalnie była dobra, próbując uważać Szerpów za członków zespołu, chociaż zawsze jest inaczej, gdy ktoś otrzymuje zapłatę.

LOPSANG TSHERING SHERPA (38-letni sirdar): Cieszyłam się, że dostałam posadę sirdara, ale moje szczęście nie miało nic wspólnego z tym, że była to wyprawa kobieca. Była to okazja do zarobienia pieniędzy. Wiedziałem, że kobiety, które przyszły wspinać się w Himalaje, były wyszkolonymi wspinaczami. Tam też były śnieg i lód.

CHEWANG RINJING SHERPA (32-letni personel wysokościowy): Kiedy patrzyłam na cudzoziemki, czułam się pewnie. Powiedziałem Mike'owi Cheneyowi [producentowi wyposażenia ekspedycji z Blum&rsquos w Katmandu], że jestem pewien, że dotrą do obozu bazowego. On się zdenerował. „Czy przebyliby całą tę drogę, gdyby mogli wspinać się na góry?” – powiedział. Potem milczałem.

MINGMA TSHERING SHERPA (24-letni personel wysokościowy): Zawsze myślałem o ryzyku związanym z wyjściem na górę. Czy wyprawa będzie inna, czy też wspinacze będą w stanie dotrzeć na szczyt&mdashNigdy wcześniej o tym nie myślałem&nieśmiało. Byli grupą alpinistów, tak po prostu.

Tragarze na dziesięciodniowej wędrówce z Pokhary do bazy (Zdjęcie: Arlene Blum)


Joan Miller’s Walka z rakiem

Jak wszyscy wiecie, moja matka (i twórca/opiekunniczka tego bloga) zmarła po długiej walce z rakiem.

Załączam pełny tekst z jej nekrologu poniżej. Jeśli chcesz wpisać się do księgi gości dla Joan, możesz znaleźć nekrolog gazety, który znajduje się tutaj: http://www.legacy.com/obituaries/calgaryherald/obituary.aspx?n=barbara-miller&pid=162245982&fhid=5928

Będę zarządzać i utrzymywać ten blog tak długo, jak będę mógł. Dziękuję wszystkim za miłe słowa i myśli.

Barbara „Joan” Miller (z domu Kerr) zmarła spokojnie 4 stycznia 2013 roku w Calgary w otoczeniu rodziny po odważnej podróży z rakiem żołądka. Urodzony 7 marca 1953 w Watrous, Saskatchewan. Zmarła przez dziadków Williama (Billa) Irvine i Isabel (Woodland) Irvine i Homera oraz Elizabeth (Wilson) Kerr, ojca Edwarda Johna Kerra w 1983 roku. Joan przeżyła matka Elizabeth (Betty) I Kerr (Irvine) z Calgary, przez jej najlepszy przyjaciel i kochający mąż od 37 lat, Reg W Miller, syn Kevin Miller (Dorlisa Lam) z Calgary, córka Heather Miller z Calgary, rodzeństwo, William (Bill) Kerr (Pam i córka Yasmine) z Calgary, Ellen (Kerr) McClughan (Neil i syn Scott) Reginy, teściowa Yvonne E. Miller (z domu Aumack) z Trail, BC, szwagier Gordon Miller (Kathy Hudspith i córki Jessica i Kariann) z Victorii, BC, szwagier Hugh Miller (Gail Gabana i dzieci Andrea, Nicholas i Joseph) z Trail, BC, a także liczne ciotki, wujkowie i kuzyni.

Joan dorastała na pastwisku PFRA w Hatfield koło Nokomis, Saskatchewan. Jako najstarsza z trójki dzieci, Joan rozpoczęła szkołę w jednopokojowej szkole w Hatfield, a następnie ukończyła 12 klasę w Nokomis. Zajęcia z dzieciństwa obejmowały przewodniki dla dziewczynek, lekcje pływania, pomoc w „łapaniu” i liczne wizyty kuzynów. Joan kontynuowała naukę w szkole policealnej w Saskatoon, uzyskując dyplom z nauk biologicznych. Joan krótko pracowała w SaskTel na letnim stanowisku, gdzie poznała bratnią duszę. Poślubiła Reg w kościele Nokomis United 5 lipca 1975 roku i mieszkali w Calgary, gdzie urodziło się ich dwoje dzieci, Kevin i Heather.

Joan pracowała na Uniwersytecie Calgary przez 34 lata jako Technolog i Lab Manager – Medical Research labs, przechodząc na emeryturę jesienią 2009 roku. Joan była genealogiem genetycznym, który wykorzystywał technologię DNA i media społecznościowe jako uzupełnienie tradycyjnych badań genealogicznych. Obejmowało to administratora projektu Y-DNA i koordynatora DNA Special Interest Group w Alberta Family History Society (AFHS). Była członkiem Gildii Mówców Genealogicznych, Międzynarodowego Towarzystwa Genealogów Genetycznych i różnych innych towarzystw genealogicznych. Joan pisała regularną kolumnę dla Towarzystwa Historii Rodziny Alberty i służyła w komitecie Public Relations. Stworzyła również Blog Genealogii Luxegen, który został nazwany na liście 40 najlepszych blogów 2011 roku magazynu Family Tree. Służyła jako oficjalny bloger dla Rootstech 2011. Joan odziedziczyła gen genealogiczny od swojej babci ze strony matki, Isabel Irvine, która była historykiem rodzinnym i świetną gawędziarką. . Jej dziadek Bill Irvine prowadził pamiętnik przez 60 lat! Było nieuniknione, że jedno z wnuków będzie zainteresowane poszukiwaniem swoich korzeni genealogicznych, a była to Joanna. Joan była również bardzo aktywna w wolontariacie w Toastmaster International, gdzie przeszła przez różne poziomy, otrzymując w styczniu 2012 roku wyróżnienie Distinguished Toastmaster. Joan kochała różnorodność kultur i wzbogaciła swoje życie podróżami do wielu krajów. Joan prowadziła aktywne życie wypełnione zajęciami takimi jak piłka nożna, narciarstwo, qigong i piesze wędrówki. Będzie za nią tęsknić wszyscy, których życia dotknęła. Rodzina chciałaby bardzo podziękować personelowi Tom Baker Cancer Centre. Chcieliby również podziękować za niesamowitą troskę i współczucie, jakie okazali jej odejście. Na koniec chcieliby podziękować dr Easaw, dr Wiens i Colleen Cathbert za ich opiekę i wysiłek w tej podróży. Zamiast kwiatów można przekazywać darowizny na rzecz projektu Kiva – Genealogist for Families –, który wspiera ludzi na całym świecie pod adresem http://www.kiva.org/team/ genealogists .


Zwiastun filmu – Kobiety (1939)

Płeć odmienna (1956)

Streszczenie

Była piosenkarka radiowa Kay Hilliard (June Allyson) dowiaduje się od swoich plotkarskich przyjaciół, że jej mąż ma romans z chórzystką Crystal Allen (Joan Collins). Zrozpaczona, załamuje się i udaje się do Reno, by wystąpić o rozwód. Jednak, gdy słyszy, że poszukiwanie złota Crystal czyni go nieszczęśliwym, Kay postanawia odzyskać męża.

W reżyserii

Data wydania

Kostiumograf

Studio


Zamknięty mężczyzna

Lulu Miller z Invisibilii opowiada historię Martina Pistoriusa, którego ciało zaczęło powoli się zamykać, gdy miał 12 lat. For years, he was locked in his own body with nothing but his thoughts.

Locked-In Man

Related NPR Stories

So from NPR News, this is INVISIBILIA. I am Lulu Miller.

MILLER: And today, we are discussing thoughts.

SPIEGEL: How to think about your thoughts. What we should think about our thoughts that we think.

MILLER: What do you think about your thoughts these days?

SPIEGEL: I think that the new way of thinking about thoughts is deeply helpful to how I think about thoughts.

MILLER: The new way being that you can just let them all go?

SPIEGEL: The idea that I don't have to take my thoughts seriously, I find deeply liberating and slightly disturbing when I think about all of the many, many hours that I and millions of people all over the country have spent trying to understand our thoughts and where they came from.

MILLER: Like all that's just time wasted?

SPIEGEL: Yeah. How do you feel about it?

MILLER: Well, I'm not sure if it's always time wasted. Like, I wonder if you can get a deeper peace if you really.

MILLER: And to show you a pretty profound example of this.

MILLER: . I want to tell you the story of Martin.

MILLER: So Martin Pistorius, in the late '70s, was a little boy growing up in South Africa. To tell his story, we're going to have to leave the question of thoughts for two or three minutes. But it will circle right on back. OK.

MILLER: But it all begins when he was 3 years old. And he marches into his parents' bedroom and tells them that when he grows up, he wants to be what he calls an electric man.

JOAN PISTORIUS: He used to insist that we buy him all sorts of electronic equipment.

RODNEY PISTORIUS: Resistors and transistors and you name it.

MILLER: These are his parents - Joan and Rodney Pistorius.

JOAN PISTORIUS: And he would build us things.

MILLER: Things like a flashing star for their Christmas tree, an alarm system to keep his little brother out of his Legos.

JOAN PISTORIUS: We had a broken plug. I thought nothing of it. I just said, Martin, please just fix the plug for me. And, I mean, here's live electricity in the house. And I'm asking a child younger than 11 to fix it. And he did.

MILLER: Where do you think he picked this up?

JOAN PISTORIUS: I have no idea. He was always going to be an electric man as he told me when he grew up. And then.

MILLER: Martin's life took an unexpected turn.

RODNEY PISTORIUS: He had just turned 12.

MILLER: He came home one day, saying he was feeling very sick.

JOAN PISTORIUS: And said, ma, I think I'm getting flu.

MILLER: But this wasn't a normal sickness. Martin began to sleep and sleep and sleep.

JOAN PISTORIUS: Like a baby, nearly all day.

MILLER: And when he woke up, he'd refuse food.

JOAN PISTORIUS: Rod used to sit there and force his mouth open. And I used to put the food in.

MILLER: He began getting nosebleeds.

JOAN PISTORIUS: So they tested him for everything under the sun from TB, Parkinson's disease, Wilson's disease, deficiency in copper, measles, and everything was negative.

MILLER: Still he got worse and worse. As the months wore on, everything about him slowly closed down. His ability to move by himself, his ability to make eye contact and finally, his ability to speak.

JOAN PISTORIUS: And the last thing he ever said because he was still in hospital was, when home. And all he wanted to know was when is he coming home? And - sorry.

RODNEY PISTORIUS: He progressively got worse, probably in the second year of his illness. He was sleeping whenever we didn't wake him up. He was permanently lying down in the fetal position.

MILLER: And a test finally came back positive.

RODNEY PISTORIUS: Cryptococcal meningitis.

MILLER: The doctors told Joan and Rodney that Martin was beyond hope.

RODNEY PISTORIUS: As good as not, they - you know, he's a vegetable. He has zero intelligence.

MILLER: They were told to take him home.

RODNEY PISTORIUS: Try and keep him comfortable until he died.

MILLER: But one year passed, and two years passed.

JOAN PISTORIUS: Martin just kept going, just kept going.

MILLER: So Joan, Rodney and their two kids did their best to care for Martin's body.

RODNEY PISTORIUS: I'd get up at 5 o'clock in the morning, get him dressed, load him in the car, take him to the Special Care Center where I'd leave him. Eight hours later, I'd pick him up, bathe him, feed him, put him in bed, set my alarm for two hours so that I'd wake up to turn him so that he didn't get bedsores.

MILLER: All throughout the night?

RODNEY PISTORIUS: Yeah. Every two hours, I'd get up and turn him over and then get a little bit of sleep. And at 5 o'clock the next morning, I'd start the same cycle.

MILLER: That was their lives.

RODNEY PISTORIUS: Load him in the car, drop him off, pick him up.

MILLER: Three years turn to four.

RODNEY PISTORIUS: Bathe him, feed him, put him in bed.

MILLER: Four years turn to five.

RODNEY PISTORIUS: Five o'clock the next morning, I'd start the same cycle.

MILLER: Six years. Seven years.

RODNEY PISTORIUS: Load him in the car, drop him off, pick him up.

RODNEY PISTORIUS: Load him in the car, drop him off, pick him up.

JOAN PISTORIUS: This was so horrific.

MILLER: Joan remembers vividly going up to him one time and saying.

JOAN POSTORIUS: I hope you die. I know that's a horrible thing to say. I just wanted some sort of relief.

RODNEY PISTORIUS: Load him in the car, drop him off, pick him up.

MILLER: Was there any life inside?

RODNEY PISTORIUS: I was not certain.

MILLER: It was impossible to know.

JOAN PISTORIUS: In my mind, I'd decided he'd died.

MARTIN PISTORIUS: Yes, I was there, not from the very beginning, but about two years into my vegetative state, I began to wake up.

MARTIN PISTORIUS: Yes, using the grid to speak.

MILLER: The grid is just a computer keyboard that allows him to quickly choose words and then have the computer read them out loud.

MILLER: Now, I will get to how he regained consciousness and developed the ability to operate a keyboard and the wheelchair that he uses to get around. But what you need to know is that for about eight years, while all the world thought that Martin was gone, he was wide awake.

MARTIN PISTORIUS: I was aware of everything, just like any normal person.

MILLER: He thinks he woke up about four years after he first fell ill, so when he was about 16 years old.

MARTIN PISTORIUS: I suppose a good way to describe it is like an out-of-focus image. At first you have no idea what it is, but slowly it comes into focus until you can see it in crystal clarity.

MILLER: And somewhere in this reawakening to the world, Martin realized, to his horror, that he couldn't move his body. He couldn't even speak.

MARTIN PISTORIUS: I stared at my arm, willing it to move. Every bit of me condenses into this moment.

MILLER: Martin would later write a book about this called "Ghost Boy: My Escape From A Life Locked Inside My Own Body." And this is him reading a passage about one night when he tried as hard as he could to get his father's attention.

MARTIN PISTORIUS: (Reading) I am sitting in my bed. My heart is beating as my father undresses me. I want him to know, to understand that I've returned to him.

MILLER: But nothing in his body would obey.

MARTIN PISTORIUS: My father doesn't recognize me.

MILLER: It went like this again and again - attempt.

MARTIN PISTORIUS: Dad, can't you see?

MILLER: . And failure, attempt and failure.

MARTIN PISTORIUS: Everyone was so used to me not being there that they didn't notice when I began to be present again.

MILLER: Though he could see and understand everything, it didn't matter.

MARTIN PISTORIUS: The stark reality hit me that I was going to spend the rest of my life like that - totally alone.

MILLER: And when he finally accepts this, that he truly is trapped, he said it was like something broke open in his mind. And it unleashed a fury of thoughts.

MARTIN PISTORIUS: I am totally alone. You are pathetic. You are powerless. You will be alone forever - alone forever - alone forever.

MILLER: He said the thoughts literally battered him.

MARTIN PISTORIUS: You are doomed.

MARTIN PISTORIUS: Your family doesn't see you anymore. You will never get out.

MILLER: So here is another man overrun by thoughts.

MARTIN PISTORIUS: You will never get out. You are pathetic, powerless, totally alone.

MILLER: But unlike the rest of us, he can't call a friend to talk about it. He can't go on a run to clear his head. He can't even move his position in his chair. He is trapped in his head. And so what does he do? Well, one day he just intuitively invents the very therapeutic technique that so helped the man in our last story, S. Martin just starts detaching from his thoughts.

MARTIN PISTORIUS: No one will ever show me kindness. You can never get out.

MILLER: He refuses to engage them and lets them all just float by. And he says he got really good at it.

MARTIN PISTORIUS: You don't really think about anything. You simply exist.

MILLER: Can you describe what that feels like? I wonder, is it peaceful, or.

MARTIN PISTORIUS: No, I wouldn't say it is peaceful. It's a very dark place to find yourself because, in a sense, you are allowing yourself to vanish. Days, if not weeks, can go by as I close myself down and become entirely black within - a nothingness that is washed and fed, lifted from wheelchair to bed.

MILLER: Sometimes the nurses were careless with him. They'd pour scalding hot tea down his throat or leave him in cold baths sitting all alone. One of the nurses even began to intentionally abuse him.

MARTIN PISTORIUS: You are powerless.

MILLER: But instead of allowing himself to feel the sting of these thoughts.

MARTIN PISTORIUS: I sit for hours each day staring blankly into space.

MILLER: Though there was one thought he'd allow himself to engage and savor.

MARTIN PISTORIUS: I prayed and wished with all my might to die.

MILLER: So that, my friend, was his experience of letting thoughts go.

(SOUNDBITE OF CLOCK TICKING)

MILLER: Though, occasionally there were these things.

(SOUNDBITE OF TV SHOW, "BARNEY AND FRIENDS")

UNIDENTIFIED ACTOR: (As Barney) You can always count on having a fun day when you spend it with the people you love.

MILLER: . These things that provided a kind of motivation, like "Barney."

(SOUNDBITE OF TV SHOW, "BARNEY AND FRIENDS")

UNIDENTIFIED ACTOR: (As Barney, singing) I love you. You love me.

MARTIN PISTORIUS: I cannot even express to you how much I hated Barney.

(SOUNDBITE OF TV SHOW, "BARNEY AND FRIENDS")

UNIDENTIFIED ACTOR: (As Barney, singing) We're a happy family.

MILLER: See, since all the world thought that Martin was basically a vegetable, they would leave him propped up in front of the TV watching "Barney" reruns hour after hour, episode after episode, day after day.

(SOUNDBITE OF TV SHOW, "BARNEY AND FRIENDS")

UNIDENTIFIED CHILDREN: (Singing) John Jacob Jingleheimer Schmidt.

MILLER: And one day, he decided he'd had enough. He needed to know what time it was because if he could know what time it was, he could know when it would end and, specifically, how much closer he was to his favorite moment in the day.

MARTIN PISTORIUS: Simply to make it to when I was taken out of my wheelchair and that for a brief moment, the aches and pains in my body could subside.

MILLER: Now, the problem was that Martin was rarely seated near a clock. So he calls upon these old allies - these thoughts - to help him carefully study the lengths of the shadows.

MARTIN PISTORIUS: I would watch how the sun moved across the room or how a shadow moved throughout the day.

MILLER: And he begins to match what he sees with little bits of information he's able to collect - what he hears on the television, a radio report, a nurse mentioning the time. It was a puzzle to solve, and he did it. Within a few months, he could read the shadows like a clock.

MARTIN PISTORIUS: Yes, I can still tell the time of day by the shadows.

MILLER: It was his first semblance of control. Simply knowing where he was in the day gave him the sense of being able to climb through it.

MILLER: And this experience ultimately led him to start thinking about his thoughts differently.

MARTIN PISTORIUS: I think your thoughts are integrated - connected and part of you.

MILLER: He realized that they could help him, and so he starts listening to them again.

MARTIN PISTORIUS: I'd have conversations with myself and other people in my head.

MILLER: And if a particularly dark thought came up.

MARTIN PISTORIUS: You are pathetic, powerless.

MILLER: . He'd try to contend with it. Like one time, shortly after having the drool wiped from his chin by a nurse.

MARTIN PISTORIUS: You are pathetic.

MILLER: He happened to notice a song playing on the radio.

MARTIN PISTORIUS: Whitney Houston was singing the "Greatest Love Of All." In the song, she says, no matter what they take from me, they can't take away my dignity.

(SOUNDBITE OF SONG, "GREATEST LOVE OF ALL")

WHITNEY HOUSTON: (Singing) They can't take away my dignity.

MARTIN PISTORIUS: I sat there and thought, you want to bet?

(SOUNDBITE OF SONG, "GREATEST LOVE OF ALL")

HOUSTON: (Singing) Because the greatest.

MILLER: The point is reengaging with his thoughts transformed his world. Life began to have purpose.

MARTIN PISTORIUS: Oh, absolutely. I would literally live in my imagination, sometimes to such an extent that I became oblivious to my surroundings.

RODNEY PISTORIUS: Load him in the car, drop him off, pick him up.

JOAN PISTORIUS: I hope you die.

MILLER: He was conscious when his mom told him that.

JOAN PISTORIUS: Oh, that's horrific when I think about it now.

MILLER: He was staring right back at her.

MARTIN PISTORIUS: The rest of the world felt so far away when she said those words.

MILLER: But this time, when the dark thought came up.

MARTIN PISTORIUS: No one will ever show me tenderness.

MILLER: . He leaned into it and began to wrestle with it. Why would a mother say that? Why would my mother say that?

MARTIN PISTORIUS: As time passed, I gradually learned to understand my mother's desperation.

MILLER: He realized that it came from profound love for him.

MARTIN PISTORIUS: Every time she looked at me, she could see only a cruel parody of the once-healthy child she had loved so much.

MILLER: Which actually made him feel closer to her. And so onward he went, trying now to understand his dark thoughts instead of just ignoring them all, which brings me to the last act of his story - the way in which Martin is able to climb out. This is a long story involving inexplicable neurological developments, a painstaking battle to prove his existence in the face of doubt and.

MARTIN PISTORIUS: Anyway, the short version.

MILLER: The short version is that over time, Martin slowly regained some control of his body. By the time he was in his mid-20s, he could squeeze your hand on occasion. And he was getting better and better at holding himself upright in his chair. Now, the doctors told his parents that he still had the intelligence level of a 3-month-old baby. But one nurse, one nurse named Verna, was convinced that there was something there. And so she eventually convinced his parents to get Martin reassessed at another medical center, where he was given a test where he had to identify different objects by pointing at them with his eyes. And he passed, not with flying colors, but he passed.

JOAN PISTORIUS: I then gave up my job.

MILLER: That's his mom again, Joan, who came home to care for Martin, help him with his physical therapy and most important, purchase this kind of joystick for the computer.

JOAN PISTORIUS: A proximity switch, which is just something that you knocked.

MILLER: And though it took him about a year to get the hang of it.

JOAN PISTORIUS: We had like school - if you want to call it - four hours in the morning every single day.

MILLER: Once he did, everything changed because suddenly he had a way to select the words he wanted to say.

MARTIN PISTORIUS: I am cold. I am hungry. I want toast.

MILLER: And as words came back, gradually, so did other things.

RODNEY PISTORIUS: He started moving his eyes and moving his head and almost nodding, asking for coffee by stirring his hands around and things like that.

MILLER: They couldn't really explain it, but.

JOAN PISTORIUS: When he gets the tools to communicate, he forges ahead.

MILLER: OK. So wherever you are standing in your life, prepare to be lapped. Within two years of passing that assessment test, Martin gets a job filing papers at a local government office.

MARTIN PISTORIUS: I wanted to prove that I could do more than just speak words via a laptop.

MILLER: Around this time, his nurse savior Verna mentioned she's having trouble with her computer. And Martin, who has not tinkered with electronics since he was 12 years old fixes it.

MARTIN PISTORIUS: Repairing a computer is a bit like going into a maze. You might go down dead ends. But eventually, you find your way through.

JOAN PISTORIUS: It was absolutely flabbergasting. I couldn't understand it.

After that he scraps the government job.

MILLER: . Starts a web design company.

MILLER: . Gets into college.

JOAN PISTORIUS: In computer science.

JOAN PISTORIUS: He's learning to drive. He always wanted to drive.

MILLER: He's learning to drive?

JOAN PISTORIUS: Martin achieves everything he wants to do.

MILLER: So how is it that Martin has been able to achieve all this? Now, I don't want it oversimplify it because it was many things - Martin's naturally strong will, flukes of electricity in the brain, a really dedicated family. But I do think that his decision to lean back into those thoughts way back when, instead of just spending his life detaching, in some way helped him, in part because it probably kept his mind occupied and allowed him to emerge this kind of well-oiled machine of mental ability, but also because I think his leaning into those dark thoughts in particular gave him a kind of self-understanding and humor about the human condition that allowed him to snag the very best thing in his life.

MILLER: This is Martin's wife.

JOANNA PISTORIUS: When Martin talks about me or types about me, he always starts smiling.

MILLER: Joanna was a friend of Martin's sister. And the two of them first met over Skype.

JOANNA PISTORIUS: I was a manager for the social work team for a hospital social work team.

MILLER: Joanna says the thing that drew her to Martin.

JOANNA PISTORIUS: I turned around, and it was just this guy with this big smile. And it's such a warm personality.

MILLER: . Was the way he began to interact with her.

JOANNA PISTORIUS: Unfortunately, I'm one of those people, I say something and then I, more often, need to say sorry I said it.

MILLER: But not with Martin. When she asked him how things work in the bathroom or what people do around you when they think you are not there.

JOANNA PISTORIUS: If I ask him anything, he'll give me an honest answer.

MILLER: And that perked her ears.

JOANNA PISTORIUS: There's no pretend.

MILLER: That first night, they talked for hours.

MARTIN PISTORIUS: She would speak, and I would type my response.

MILLER: The sister and the other friends drifted away, and Joanna just stayed there in front of the screen.

JOANNA PISTORIUS: I just really liked him.

MILLER: After that, she just kept wanting to Skype with him.

JOANNA PISTORIUS: Yeah. OK, well, he's in a wheelchair, and he doesn't speak. But I love this guy. He's amazing. It just so quickly turned into love.

MILLER: As for Martin - after over a decade convinced that he would be alone forever, he was pretty happy.

MARTIN PISTORIUS: My face would hurt from smiling so much.

JOANNA PISTORIUS: (Laughter).

MILLER: They were married in 2009. Martin was 33 years old.

SPIEGEL: One story about this poor man trapped in his own body for 13 years, another about someone who is bombarded by horribly violent images - do you think maybe our first show is a little bit heavy?

MILLER: This was a heavy show. (Laughter).

SPIEGEL: Yeah. Let's hit the dance music.

(SOUNDBITE OF SONG, "SAN FRANCISCO")

THE MOWGLI'S: (Singing) Well, I've been in love with love.

SPIEGEL: This is INVISIBILA. It's a party, everybody.

(SOUNDBITE OF THE MOWGLI'S SONG, "SAN FRANCISCO")

THE MOWGLI'S: (Singing) Something binding us together, you know that love is strong enough. And I've seen time-told tales about that.

SPIEGEL: INVISIBILIA from NPR News is me, Alix Spiegel.

MILLER: And me, Lulu Miller.

SPIEGEL: The show is edited by Anne Gudenkauf, the best editor in the world, with help from Eric Nuzum, Matt Martinez (ph) Porschia Robertson-Meegas (ph) and Natalie Kaseka (ph). Production help today from Brendan Baker (ph) and Brent Balmon (ph).

MILLER: And now for our moment of nonsense.

I'm not reading it. I was totally not reading it.

SPIEGEL: OK. But I want to take it away.

MILLER: (Laughter) To take it away.

MILLER: I can't do it without you. I wasn't even looking at it.

SPIEGEL: Join us next week for more INVISIBILIA.

Copyright © 2015 NPR. Wszelkie prawa zastrzeżone. Visit our website terms of use and permissions pages at www.npr.org for further information.

NPR transcripts are created on a rush deadline by Verb8tm, Inc., an NPR contractor, and produced using a proprietary transcription process developed with NPR. This text may not be in its final form and may be updated or revised in the future. Accuracy and availability may vary. The authoritative record of NPR&rsquos programming is the audio record.


Valor: One-Man War on Arundel

When former college football star Hugh Barr Miller Jr. joined the destroyer USS Silny in August 1942, he knew he’d see combat. What he didn’t expect was that within a year he’d end up a castaway, fighting a one-man war on a small South Pacific island.

Born in Tuscaloosa, Ala., in 1910, Miller grew up on a farm in Hazlehurst, Miss. After high school he enrolled at the University of Alabama and, though of only medium build, became a star on the 1929–30 Crimson Tide squads, helping spur Alabama to victory in the 1931 Rose Bowl. After earning a law degree in 1933, Miller practiced in Mississippi until joining the Navy in 1939.

Following various staff postings ashore, Miller was assigned to the then-building Fletcher-class destroyer Silny. By February 1943 the ship was supporting American operations in the Solomon Islands. Just after midnight on July 5, while bombarding New Georgia in advance of amphibious landings, Silny was struck by a torpedo launched blindly by a Japanese destroyer 11 miles away. Soon after the destroyer USS Kawaler took off most of its crew, Silny złamał się na pół.

Miller had just managed to free two sailors trapped on the main deck when the ship sank beneath him. As he hit the water, several of the doomed destroyer’s depth charges detonated, knocking him unconscious and causing severe internal injuries. When Miller came to, he found himself the senior officer among a group of survivors clinging to a cluster of damaged life rafts and floater nets. Over the next three days the men drifted at the mercy of the currents. Several of the more severely injured died, and Miller sent the fittest men ashore in the damaged rafts to seek help.

No assistance came, however, and on the night of July 8 Miller and the five other remaining survivors pulled themselves ashore on a tiny islet. The speck of land was not the best haven, and after the July 10 death of one man, Miller and the four others floated their way to nearby Arundel Island. On that larger island they found water and coconuts, but they soon discovered that Japanese troops had occupied the island. The July 13 death of another sailor and Miller’s own worsening condition convinced him that the only hope of survival for the three remaining enlisted men was to leave him behind. He ordered them to do so, and on July 15 they set out across a nearby sound in an attempt to reach U.S. forces on New Georgia.

To his surprise, Miller didn’t die of his injuries. In fact, his health improved enough for him to begin searching for food. But he also found the enemy: Japanese patrols crisscrossed the island, nearly stumbling upon him on several occasions. On the morning of August 3 Miller found the body of a Japanese soldier and from it recovered socks, shoes, some tinned beef, a bayonet and two hand grenades. The following night he hurled one grenade into the midst of an enemy patrol, killing all five men.

Between August 9 and 14, using additional grenades taken from the dead soldiers and from the bodies of enemy troops washed ashore, Miller attacked several shoreline machine-gun positions, killing their crews. His depredations didn’t go unnoticed, however Japanese troops continued to comb the island in search of him.

On the morning of August 16 a low-flying U.S. torpedo bomber spotted Miller. Within an hour a Marine Corps rescue team arrived in a J2F Duck amphibious biplane, landed on a nearby stretch of calm water and rowed ashore in an inflatable boat to collect the injured but resourceful castaway. They rushed Miller to a forward aid station on New Georgia, and he was ultimately evacuated to the fleet hospital at Espiritu Santo in the New Hebrides.

On Sept. 15, 1943, with Red Cross volunteer and First Lady Eleanor Roosevelt looking on (see photo at left), South Pacific Area commander Admiral William F. Halsey Jr. awarded the still-recuperating Miller the Navy Cross in recognition of his heroic actions during the sinking of Silny and his subsequent 43-day, one-man war against the entrenched Japanese forces on Arundel.

Originally published in the January 2011 issue of Military History. Aby się zapisać, kliknij tutaj.


Joan Miller Martin Jones Mathews, RN ’62, BSN, MSN, EdD

1998 Distinguished Nursing Alumnus of North Carolina Central University In Recognition for Excellence in Nursing Practice, Education, And Research

I, Joan Delores Miller, was born on April 24, 1937, in Traphill, North Carolina, in Wilkes County, the third child and second daughter of Pearl Campbell and Thomas Calvin Miller. I lived with my maternal grandparents and extended family on a sixty-acre farm. My mother worked for a family in Elkin and my father was a hotel cook. They came home on Wednesday and Sunday afternoons, respectively, and went back to work early Monday morning. I would be excited on Saturdays when we would go to Elkin to ship, visit our parents, and go to the movies. Sundays were spent at church and visiting relatives and friends. Social activities included games, dancing, debates, picnics, and holiday parties.

Education was emphasized in my family, as several family members were teachers and ministers. I began my education in a one-room school in Traphill. Because eight grades were taught in this room, I listened to the lessons for all the students and was able to pass two grades in one year. This school closed, and from fifth grade until my graduation in 1954, I attended Lincoln Heights High School in Wilkesboro. As class valedictorian, I gave my first major public speech from memory no notes could be used.

During my freshman year at North Carolina College at Durham (now North Carolina Central University), I became interested in nursing and decided to transfer to Lincoln Hospital School of Nursing. My goal was to work as a federal government (AID) nurse in underdeveloped countries. In my junior year at Lincoln I withdrew because married students were not permitted to attend. In 1958, I received a diploma from the Durham School of Practical Nursing and ranked first in academic achievement in my class. I was employed on the Obstetric Unit at Lincoln Hospital. Lincoln Hospital School of Nursing began admitting married students and I re-enrolled and graduated in 1962. During the graduation ceremonies, I received two awards: the Excellence in Leadership Award and the Most Technically Competent Award. I received a commendation from the North Carolina State Board of Nursing for being one of two applicants to have the highest score (714 of 800) in obstetrics on the RN licensure examination in 1962. I was working on the Medicine and Surgery Unit at Lincoln Hospital when Mrs. L.Z. Williams, Director of the School of Nursing, smiled and said, “Good Morning, Mrs. Martin, RN,” and I realized that I had passed the State Board of Nursing Examination (the school received the scores before the graduates did). I was elated I was a registered nurse! Thus, my career as a nurse truly began.

As the requirements for various career paths in professional nursing changed, I made changes as well. I continued my education as I changed positions in nursing. I obtained a bachelor of science degree in nursing in 1965 from North Carolina Central University a master of science degree in nursing in 1971 from the University of North Carolina at Chapel Hill and a doctorate of education in curriculum and teaching in 1997 from the University of North Carolina at Greensboro. I retired in 1999 from the University of North Carolina at Greensboro as Clinical Associate Professor in Nursing, returned in 2000 as Adjunct Assistant Professor in Nursing, and was reappointed to serve in this capacity until 2011.

My experiences in nursing include visiting assistant professor in nursing, University of North Carolina at Greensboro, 1984-1997 assistant professor in nursing, North Carolina Central University, Durham, N.C., 1970-1984 instructor of medical-surgical nursing, Lincoln Hospital School of Nursing, Durham N.C., 1966-1968 public health nurse I, Durham County Health Department, Durham, N.C., 1965-1966 and the summers of 1969, 1971, 1972, 1974, 1975, 1979 staff nurse, medical-surgical and gynecological nursing at Duke Hospital, Durham, N.C., part-time, 1980-1983, and Watts Hospital, Durham, N.C., May 1973-August 1973 staff nurse, medical-surgeon, gynecological nurse, and emergency nursing at Lincoln Hospital, Durham, N.C., 1960-1965, 1968-1970 and private duty nurse, part-time, Duke Hospital, Durham, N.C., 1976-1977.

During my career I have enjoyed working with students in classes and in various organizations, especially the nursing sorority. I am one of the beta sponsors for the Sigma Chi Alpha Beta chapter of the Chi Eta Phi Sorority at the University of North Carolina at Greensboro and have held this position since its chartering on February 27, 1999. I was also beta sponsor when Phi Beta chapter was chartered in 1971 at North Carolina Central University and served in that position until I moved to Greensboro in 1984. I have maintained mentoring relationships with many of my current and former students. Many send me announcements of their promotions, educational pursuits and successes, and personal and family achievements.

Lincoln Hospital School of Nursing emphasized participation in civic, professional, and community organizations. Lincoln Hospital was closely associated with and received support from the community. I embraced this behavior as demonstrated by my role in professional and community-service organizations. Among these organizations are the following: NCA&T State University School of Nursing Advisory Committee, North Carolina Association of County Boards of Social Services (vice president, 2010-2012) Guilford County Board of Social Services (vice chair, 2006-2007) by Guilford County Commissioners for two terms (1/4/01-6/30/07) American Nurses Association Gamma Zeta Chapter, Sigma Theta Tau National Nursing Honor Society Lincoln Hospital School of Nursing Alumni Association (president, 1964, Ms. Lincoln Alumni 1976). Chi Eta Phi Nursing Sorority and life member of the NAACP. I have held positions in these organizations, such as president and committee chairperson. I have published articles in several journals and have completed a master’s thesis and a doctoral dissertation. My public speaking has occurred in settings such as graduation ceremonies, civic and religious programs, and workshops.

Other awards and recognitions include educational scholarships, academic achievement awards, leadership awards, induction into Colden Chain and Santa Filomena honor societies, citizenship awards, a Nurse of the Year for District 11 award from the North Carolina Nurses Association, and being nominated in 1991 for the M.L. King Service Award and Excellence as an organization advisor at the University of North Carolina at Greensboro. In 2009, I received Soror of the Year award from the South East Region, Chi Eta Phi Sorority for my contributions and leadership in nursing and the community. Since 1994 I have sponsored the Woodrow Jones Nursing Scholarship at North Carolina Central University.

I am describing the makeup of my family because I taught nursing using these different names. Students I taught at Lincoln knew me as Mrs. Martin, at North Carolina Central University as Mrs. Martin and later as Mrs. Jones, and at the University of North Carolina at Greensboro as Mrs. Jones, Dr. Jones, and Dr. Mathews. In 1956, I married Joseph H. Martin and had a Lincoln baby, Joseph H. Martin Jr. My son followed me into the health profession and is currently a physician in Atlanta, Georgia. Joseph graduated with honors from Howard University (Phi Beta Kappa) and received his medical degree from Duke University. Following my divorce from his father in 1980, I married Rev. Woodrow Jones Sr. in 1983 and moved to Greensboro, N.C. Reverend Jones died in 1994 following a two-year battle with cancer of the brain. In 1999, I married Louis H. Mathews, who is a retiree from the U.S. Air Force and U.S. Post Office. One of my nursing mentees, Lt. Colonel Elmontenal C. Allens, MS, RN, has adopted Louis and me as his parents.

As I stated at the beginning of my description of my nursing career, it really and truly began at Lincoln Hospital School of Nursing. Lincoln Hospital School of Nursing made it possible for me to have an interesting profession in nursing. I was able to be a leader in nursing and other organizations because of my excellent mentors and the support from colleagues and family to fulfill the predictions of the awards and recognitions received.


‘The Feminist Memoir Project: Voices from Women's Liberation’ edited by Ann Snitow and Rachel Blau DuPlessis

Edited by Ann Snitow and Rachel Blau DuPlessis, The Feminist Memoir Project: Voices from Women's Liberation features the writing of 32 feminist activists, including women like Kate Millett, Vivian Gornick, Jo Freeman, Barbara Smith, and others, who were at the forefront of the feminist movement that grew out of the 1960s. Answering questions like: what made these particular women rebel, what circumstances in the lives shaped their rebellion, how did they maintain the will to keep fighting, and what it was like to be integral to a movement that helped transform life for women in the United States, these essays are empowering and funny, critical and heartbreaking, and will make you think deeply about the long journey of American feminism.


Obejrzyj wideo: Joan Miller, PhD (Styczeń 2022).